środa, 17 kwietnia 2013

Dzień drugi - nobody said it was going to be easy

Wtorek był dla mnie bardzo ciężkim dniem i wcale nie chodzi mi tu o ćwiczenia. Akurat trening był jednym z najprzyjemniejszych rzeczy jakie mnie spotkały.
Plyometrics włączyłam sobie już tydzień temu, kiedy to jeszcze czekałam na ekspander.Jest to godzinny trening poprawiający kondycję. Powiem wam że był to dla mnie niezły szok. Chyba ze 2 razy z tego co pamiętam sama zatrzymywałam płytkę, bo nie dawałam rady. Później nawet sam komputer się nade mną zlitował i bez powodu wyłączył się. :p No, ale jakoś tam dotrwałam do końca. Chociaż w głowie miałam tysiąc przekleństw, a po samym treningu wyglądałam jakbym wyszłam z kąpieli. Co ciekawe 2 dni później zabrałam się za kilera Chodakowskiej i o dziwo pierwszy raz zrobiłam go bez zatrzymywania! a powtórzenia robiłam praktycznie równo z Ewką. >:D Więc kondycja poprawiła mi się po nim bardzo i można powiedzieć, że jeszcze nie zaczęłam  na poważnie P90X, a już byłam zadowolona z tego programu. 
Drugie plymoetrics poszło mi już znacznie lepiej. Raz zatrzymałam płytkę, bo nie dawałam rady, ale reszta poszła w miarę gładko. :d
Dietę nieźle zawaliłam, bo zjadłam 4 kawałki ciasta. :0 Ciasto było, bo były imieniny mamy, a silnej woli za brakło, bo byłam naprawdę zmęczona psychicznie... Jeśli chodzi o ilość kcal to i tak nie było źle, ale jeśli chodzi o jakość to było tragicznie niestety. 
No ale nikt nie powiedział, że będzie prosto. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz