Dzień 13: czyli Kenpo. Po obiedzie trochę się zdenerwowałam, bo zjadłam za dużo niby zdrowo, ale jednak za dużo. No i miałam ochotę na konkretny wycisk. Stwierdziłam, że zrobię turbo Chodakowskiej, a dopiero później Kenpo. Turbo poszło w miarę gładko chociaż na końcu ledwo co dawałam radę. Czułam jak bardzo moje ciało jest zmęczone po całym tygodniu i obiecywałam sobie, że w niedziele dam mu dzień wolny od treningu. Później przez pół godziny leżałam na dywanie zbierając siły. :) No a później jeszcze godzina z Kenpo, czyli uderzania i wykopy. Czyste szaleństwo. Teoretycznie wielu może się wydawać, że po takim treningu powinnam paść na łóżko i od razu zasnąć a tu nie. Byłam naładowana pozytywną energia i nie mogłam wręcz usiedzieć :p
Dzień 14: nic ciekawego, chociaż mnie skręcało żeby poćwiczyć powiedziałam sobie nie. Zjadłam trochę sałatki z makaronem z zupek chińskich i kurczakiem, ale dostałam od mamy zmodyfikowaną wersję. Tzn. więcej kukurydzy i papryki, mniej majonezu i makaronu. I nie było to jakaś ogromna porcja, więc myślę, że jest ok.
Zastanawiałam się ostatnio nawet czy nie kupić pełnoziarnistego makaronu, ale jak zobaczyłam, że ma w sumie tyle samo kcal co zwykły to stwierdziłam, że muszę najpierw poczytać czy na pewno jest zdrowszy. Wiem, że np niektóre chleby są barwione, żeby wyglądały jak razowe - kiedyś się na to nabrałam.
No i drugi tydzień za mną.
Uwielbiam arbuza i banany <3
I coś na poprawę humoru :)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz