Dzień 12: trening nóg i pleców oraz brzuch, jak na razie jest to chyba mój ulubiony trening . Chociaż myślę, że jak w końcu będę miała tyle kondycji by robić plyometrics bez przerwy to to się zmieni. Poza tym zaczyna mi się wydawać, że moje łydki zaczynają wyglądać lepiej. Delikatnie zaczynają zarysowywać się mięśnie.
Dzień 13: czyli Kenpo. Po obiedzie trochę się zdenerwowałam, bo zjadłam za dużo niby zdrowo, ale jednak za dużo. No i miałam ochotę na konkretny wycisk. Stwierdziłam, że zrobię turbo Chodakowskiej, a dopiero później Kenpo. Turbo poszło w miarę gładko chociaż na końcu ledwo co dawałam radę. Czułam jak bardzo moje ciało jest zmęczone po całym tygodniu i obiecywałam sobie, że w niedziele dam mu dzień wolny od treningu. Później przez pół godziny leżałam na dywanie zbierając siły. :) No a później jeszcze godzina z Kenpo, czyli uderzania i wykopy. Czyste szaleństwo. Teoretycznie wielu może się wydawać, że po takim treningu powinnam paść na łóżko i od razu zasnąć a tu nie. Byłam naładowana pozytywną energia i nie mogłam wręcz usiedzieć :p
Dzień 14: nic ciekawego, chociaż mnie skręcało żeby poćwiczyć powiedziałam sobie nie. Zjadłam trochę sałatki z makaronem z zupek chińskich i kurczakiem, ale dostałam od mamy zmodyfikowaną wersję. Tzn. więcej kukurydzy i papryki, mniej majonezu i makaronu. I nie było to jakaś ogromna porcja, więc myślę, że jest ok.
Zastanawiałam się ostatnio nawet czy nie kupić pełnoziarnistego makaronu, ale jak zobaczyłam, że ma w sumie tyle samo kcal co zwykły to stwierdziłam, że muszę najpierw poczytać czy na pewno jest zdrowszy. Wiem, że np niektóre chleby są barwione, żeby wyglądały jak razowe - kiedyś się na to nabrałam.
No i drugi tydzień za mną.
Uwielbiam arbuza i banany <3
I coś na poprawę humoru :)