wtorek, 30 kwietnia 2013

Dzień 15 i 16

Dzień 14: czyli klatka piersiowa i plecy. W sumie nic ciekawego, pompki zwiększyłam do 15 razu, ostatnie 2 gumy w ekspanderze mi nie pękły - brawo.

Dzień 15: czyli  plyometrics. Już przy rozgrzewce czułam taką niechęć do ćwiczeń. Czytałam gdzieś, że na przetrenowanie dobre jest magnez i dużo wody mineralnej. Więc pomyślałam, że nie zaszkodzi jak dodam sobie do wody, którą popijam podczas treningu magnez i jeszcze przy okazji wapń w musujących tabletkach. No i jakoś poleciał cały trening. :) A co do magnezu to teraz przypomniało mi się, że rzeczywiście miałam ostatnio skurcze mięśni, więc muszę chyba dodać go do codziennej diety.

Nie wiedziałam, że lody są tak mało kaloryczne jakoś nigdy nie zwracałam na to uwagi. Dzisiaj pozwoliłam sobie na jednego przed treningiem.

Tak poza tym to kupiłam sobie najnowszego Shape z płytą Chodakowskiej, ale nie wiem kiedy ją wypróbuję, bo nie czuję się teraz na siłach i właściwie  to też nie mam czasu.













niedziela, 28 kwietnia 2013

Dzień 12,13 i 14

Dzień 12: trening nóg i pleców oraz brzuch, jak na razie jest to chyba mój ulubiony trening . Chociaż myślę, że jak w końcu będę miała tyle kondycji by robić plyometrics bez przerwy to to się zmieni. Poza tym zaczyna mi się wydawać, że moje łydki zaczynają wyglądać lepiej. Delikatnie zaczynają zarysowywać się mięśnie.

Dzień 13: czyli Kenpo. Po obiedzie trochę się zdenerwowałam, bo zjadłam za dużo niby zdrowo, ale jednak za dużo. No i miałam ochotę na konkretny wycisk. Stwierdziłam, że zrobię turbo Chodakowskiej, a dopiero później Kenpo. Turbo poszło w miarę gładko chociaż na końcu ledwo co dawałam radę. Czułam jak bardzo moje ciało jest zmęczone po całym tygodniu i obiecywałam sobie, że w niedziele dam mu dzień wolny od treningu. Później przez pół godziny leżałam na dywanie zbierając siły. :) No a później jeszcze godzina z Kenpo, czyli uderzania i wykopy. Czyste szaleństwo. Teoretycznie wielu może się wydawać, że po takim treningu powinnam paść na łóżko i od razu zasnąć a tu nie. Byłam naładowana pozytywną energia i nie mogłam wręcz usiedzieć :p

Dzień 14: nic ciekawego, chociaż mnie skręcało żeby poćwiczyć powiedziałam sobie nie. Zjadłam trochę sałatki z makaronem z zupek chińskich i kurczakiem, ale dostałam od mamy zmodyfikowaną wersję. Tzn. więcej kukurydzy i papryki, mniej majonezu i makaronu. I nie było to jakaś ogromna porcja, więc myślę, że jest ok. 
Zastanawiałam się ostatnio nawet czy nie kupić pełnoziarnistego makaronu, ale jak zobaczyłam, że ma w sumie tyle samo kcal co zwykły to stwierdziłam, że muszę najpierw poczytać czy na pewno jest zdrowszy. Wiem, że np niektóre chleby są barwione, żeby wyglądały jak razowe - kiedyś się na to nabrałam.

No i drugi tydzień za mną.




 Uwielbiam arbuza i banany <3

 I coś na poprawę humoru :)



czwartek, 25 kwietnia 2013

Dzień 10 i 11

Dzień 10: 2 godziny chodziłam w poszukiwaniu w miarę tanich hantli. W końcu kupiłam 3 kg za 45 zł w Decathlonie. Cena całkiem przystępna. Od razu wykonałam na nich trening i muszę przyznać, że dużo wygodniej mi się ćwiczyło.
Dzień 11: Joga dużo lepiej niż tydzień temu. Poza tym jestem dumna ze swojej dzisiejszej diety, bo nie mam do niej żadnych zastrzeżeń.


Chyba sobie to wydrukuje i będę codziennie na to patrzeć







wtorek, 23 kwietnia 2013

Dzień 8 i 9

Dzień 8: trening na klatkę piersiową i plecy poszedłby bez większych trudności gdyby nie to, że rozwaliłam już 3 linkę w ekspanderze... nie muszę chyba mówić, że jestem wkurwiona na maksa. Przy treningu na brzuch jest bardzo dobrze, robię coraz więcej powtórzeń, pomimo tego, że przez okres nieźle bolał mnie dół pleców.
Dzień 9: czyli dużo skakania przy Plyometrics. To było już moje 3 podejście do tego treningu i jestem trochę załamana. Zawsze jest tak, że przy okresie chce mi się ciągle jeść i nie chce w ogóle ruszać. A dzisiaj czułam się wyjątkowo  słabo. Straciłam rachubę ile razy musiałam na chwilę zatrzymać trening, a i tak wyszło na to, że przesadziłam ze swoim możliwościami, bo później miałam objawy przetrenowania. Taki charakterystyczny ból głowy i osłabienie, który miewałam już wcześniej jak za bardzo zaszalałam z ilością ćwiczeń. Na szczęście już mi przeszło.

Ogólnie to jestem strasznie poirytowana faktem, że nie mam na czym jutro wykonać ćwiczeń. Od ponad tygodnia proszę o ojca o przyniesienie starych hantli z piwnicy i nie mogę się doprosić... Sama nie będę przekopywać całej piwnicy więc możliwe, że jutro pójdę i kupię dokładnie takie same (jeśli chodzi o wagę oczywiście, bo nie wiem jakie dokładnie są w piwnicy). I w efekcie wywalę pieniądze po raz drugi w błoto. :/

Jedna rzecz z której jestem dumna daję rady zrobić 12 powtórzeń pompek, praktycznie każdego rodzaju. :-)

Może nie tak nisko jak ona

Ale jak zaczynałam ćwiczyć jeszcze z Chodakowską moje pompki wyglądały tak:

 Mój kot na szczęście ogranicza się tylko do rozciągania na łóżku i gapienia na mnie

 I zdjęcia, które świadczą o tym drogie panie, że macierzyństwo to słaba wymówka!





 A więc róbmy pompki.

Jak widać kobiety też potrafią je robić. :P


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Dzień 6 i 7

Teoretycznie powinno być 6 dnia Kenpo x, a 7 odpoczynek albo rozciąganie. Ale jak już wcześniej pisałam w sobotę byłam na wsi więc musiałam trochę zmienić sobie rozkład jazdy.
Więc było tak: w sobotę nie zrobiłam żadnego treningu, za to przeszłam jakieś 6 km i jeździłam trochę na rowerze. Na wsi aktualnie nie ma warunków na aktywność fizyczną. ;p Po pierwsze jeszcze jest zimno, a ja nie lubię np biegać jak jest zimno.  Po drugie na takim pagórkowatym terenie jaki jest na Lubelszczyźnie  w wielu miejscach porobiły się mini stawy, a niektóre polne drogi przeobraziły się w rzeczki. Dosłownie. Więc nawet za bardzo nie miałam gdzie jeździć. W sumie to żałuje teraz, że nie wzięłam aparatu.
W niedziele zrobiłam Kenpo x. Trening dość ciekawy, chociaż na samym początku mi się nie spodobał. Wydawało mi się, że od takiego machania rękami nie da się zmęczyć, ale im dokładniej starałam się robić te wszystkie rodzaje uderzeń tym coraz bardziej czułam efekty. Chwilę trzeba poświęć na przyjrzenie się dokładnie poszczególnymi uderzeniom żeby robić je poprawnie. Jednak po treningu czułam niedosyt i zrobiłam sobie jeszcze Skalpel 2.

No i pierwszy tydzień za mną. 














piątek, 19 kwietnia 2013

Dzień 5

Dziś trening na nogi i plecy oraz drugi na brzuch. Pierwszy zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Wymęczyłam się nieźle, później nogi mi drżały przy chodzeniu. Trening brzucha jakoś nie bardzo dzisiaj mi poszedł. Chyba miałam zmęczone mięśnie i nie dawałam rady robić tylu powtórzeń co na poprzednich.
Jeśli chodzi o moje ,,zdrowe odżywianie'' to no cóż. Wyszłam z koleżanką na pierwszy typowo wiosenny spacer po mieście i zaowocowała to piwem i lodami. Jakie to typowe...
Aktualnie bolą mnie trochę plecy, ból mięśni po treningu rozumiem, ale kręgosłup?? Sama nie wiem czy to po dzisiejszym treningu czy po wczorajszej jodze. Ciężko stwierdzić, bo dzisiaj ćwiczyłam zaraz po obudzeniu się.
Nie wiem co będzie z jutrem, jadę odwiedzić babcię na wieś i nie będę miała tam warunków, żeby ćwiczyć. Nie wiem co mam z tym zrobić. Zamienić sobie niedziele z sobotą?? (w niedziele można odpocząć albo zrobić rozciąganie) Czy może jakoś zorganizować sobie tam jakikolwiek trening, może chociaż pójść pobiegać jeśli nie będzie dużego błota?? No nie wiem zobaczymy.





 Muszę zacząć organizować sobie takie posiłki wyglądają naprawdę apetycznie.



czwartek, 18 kwietnia 2013

Dzień 4

Przed rozpoczęciem tego treningu myślałam, że joga to takie proste rozciąganie, same przyjemności, żadnych trudności. Wiele ludzi którzy ćwiczyli już P90X pisało, że jest to nudny trening, wielu zastanawiało się czym go zastąpić, bo jest to strata czasu, a trwa ok półtorej godziny.
 Szczerze powiedziawszy przez pierwsze minuty też tak myślałam i musiała zwalczyć w sobie myśl, żeby wyłączyć film. Zmieniłam zdanie kiedy zaczynały pojawiać się pierwsze krople potu na moim czole. Dosyć szybko zaczęłam mieć trudności z wykonywaniem niektórych ćwiczeń, mięśnie nie chciały ze mną współpracować, drżały i musiałam robić sobie przerwy. I już wtedy wiedziałam, że to wszystko nie będzie takie proste jak się wydawało na początku. Pierwsze 50 minut były dla mnie naprawdę niezłym wyciskiem. Pozostałe 40 były przyjemnością, chociaż były figury, których wykonać nie potrafiłam.
Myślę, że osoby, które rezygnują z jogi naprawdę wiele tracą. Żeby wykonać ten trening trzeba być nieźle wysportowanym, nawet ci co trenują z Tonym nas filmie są pod koniec cali zlani potem. Zresztą joga jest błogosławieństwem na bolące miejsce i zakwasy. Przed miałam całkiem spore zakwasy w pośladkach i brzuchu, a po już praktycznie ich nie czułam.
Wydawało mi się, że ból i pot po treningu, który świadczą o tym, że trenowaliśmy na maksa jest największą przyjemnością w aktywnym stylu życia. Teraz wiem, że jest to rozciąganie tych właśnie spracowanych mięśni. ;p






Dzień 3

Dzień trzeci - ćwiczenia na mięśnie rąk i brzuch. Rozwaliłam zielona i czerwoną linkę w ekspanderze. Po prostu pięknie!! Jeśli mi go nie wymienią to drugi raz już nie kupię ekspandera i zainwestuję w hantle. Ćwiczenie z ekspanderem mnie strasznie denerwuję, myślę, że hantle będą dużo wygodniejsze
A jeśli chodzi o same ćwiczenia to poszły całkiem nieźle. Miałam pierwsze raz w życiu zakwasy brzucha. ;p


 Genialne ;p